Przebaczamy zawsze przeszłość lecz przebaczamy ją zawsze w teraźniejszości. Rozpamiętywanie przeszłości daje paliwo winie, aby mogła nam przysłonić miłość. Gdy opuszczamy winę w ten sposób, że rezygnujemy z niej na każdym etapie wspólnej przeszłości tym samym oczyszczamy tę relację. Można oczywiście powiedzieć, że dlaczego to nie druga strona ma przebaczyć, ale czy ma jakiś sens takie myślenie w kontekście tego, że bez winy relacja oczyszcza się? Nieważne kto podejmuje pierwszy krok, bo liczy się i tak skutek: oczyszczenie relacji.

To, co my, ludzie robimy tutaj na świecie to oczyszczamy postrzeganie wspólnych relacji. To właśnie jest nasz wspólny cel, bo tylko tak możemy dotrzeć do wspólnego szczęścia. Inaczej się nie da. Spójrzmy, gdybyśmy byli w Niebie, chcielibyśmy być tam sami? Oczywiście, że chcemy, aby były tam wszystkie osoby, które kochamy i aby one kochały nas tak, jak byśmy właśnie chcieli, będąc w tym Niebie. Te osoby, które chcielibyśmy, aby były z nami, chciałyby również zabrać wszystkie swoje ukochane osoby i tak dalej i tak dalej, aż dochodzimy do wniosku, że aby być w Niebie wszyscy muszą być tam wspólnie. Spójrzmy jak to działa na przykładzie internetu, każdy ma nieco inny zestaw wspólnych znajomych, w niewielu krokach moglibyśmy dojść do każdego konta. Tak właśnie jest również w życiu. Przebaczenie przeszłości ma zasadnicze znaczenie w tym, abyśmy wspólnie dotarli do Nieba, bo samemu nigdy tam nie dojdziemy, bo kto chciałby być w Niebie sam? Toż to piekło by było, a tego nie chcemy. A zatem wspólnie uczymy się tego i pomagamy sobie nawzajem w tym, aby wina nie przesłaniała nam naszej wspólnej drogi poza winę. Czy Niebo mogłoby zachować w sobie choć jedną winę? Nie może, bo właśnie jest Niebem. Nie obwiniajmy, bo tym samym tracimy własne Niebo, bo kogoś wykluczamy z niego, a tym samym patrząc za przykładem internetu, nikt z nas nie będzie w Niebie. 

Czy oznacza to, że mamy godzić się w relacjach na coś, czego nie chcemy? Nie. Postrzeganie winy niekiedy tak zniekształca postrzeganie relacji, że potrzeba zmiany postrzeganej formy relacji, aby mogła zostać uleczona. Sama relacja nigdy nie zaciera się. Co Bóg złączył, człowiek nie rozłączy choćby tego pragnął, co najwyżej może postrzegać błędnie, że może, ale nie może. Jesteśmy wszyscy połączeni ze sobą. Relacja zatem nigdy nie znika. Ona jest, a jeżeli jej nie widać to znaczy, że wymaga oczyszczenia z postrzegania winy. 
Każda komunikacja ma dwie wersje, albo jest miłością albo prośbą o nią. Im wina mniej zagnieżdża się w naszym życiu tym samym lepiej widzimy kiedy mamy do czynienia z jednym, a kiedy z drugim. Odrzucając winę wcale nie wpędzamy się pod rządy tyrani. Wtedy dopiero z niej wychodzimy, bo widzimy co jest miłością, a co prośbą o miłość. Prośba o miłość to też wyraz miłości, bo dzięki niej widzimy swoją własną, ponieważ mamy okazję się nią podzielić. Tym samym dzielimy się miłością.

Jeśli ktoś nie może się z nami spotkać, zaakceptujmy tą prośbę, kochamy bez winy. Jeśli ktoś nie chce z nami rozmawiać, zaakceptujmy tą prośbę, kochamy bez winy. Jeśli ktoś prosi nas o zrobienie czegoś czego nie chcemy? Nie róbmy tego lecz powiedzmy spokojnie dlaczego, nie obwiniając, że o to nas poproszono. Nie obwiniajmy również nas samych, przebaczmy sobie winę, to, że w przeszłości zachowaliśmy się tak, jakbyśmy teraz nie chcieli. Na tamtym etapie rozumieliśmy mniej, niż rozumiemy teraz. Wzrastamy krok po kroku, poznając czym jest życie bez winy. Czy życie bez poczucia winy nie jest Szczęściem? Jest, takim, jakiego właśnie pragniemy. :)

Dziękując Joli za inspirację. :)