Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.



blog Trzecim Okiem Antykoncepcja po katolicku – gdzie tu logika?

Nie do końca rozumiem, czemu kościół katolicki zabrania antykoncepcji? Jakie są powody i cele tego, że wiernym nie pozwala się stosowania antykoncepcji metodami barierowymi? Skoro kościół dopuszcza koncepcję naturalną – określanie dni płodnych, to czemu nie dopuszcza metod barierowych? Jedno i drugie jest antykoncepcją, więc w czym problem?

Przypomniały mi się nauki udzielane przez kościół, gdy z moją żoną (w tamtym czasie narzeczoną) chodziliśmy na nauki przedmałżeńskie. Na całe szczęście skorzystaliśmy z „wersji przyspieszonej”. Pani prowadząca

taki kurs, przy kościele, ku mojemu zdziwieniu zaczęła opowiadać o antykoncepcji. Wspomniałem delikatnie, że według mojej ówczesnej wiedzy, antykoncepcja nie jest dozwolona. Pani bardzo szybko wyprowadziła mnie z błędu. Otóż antykoncepcja jest dozwolona, ale jedynie naturalna – określanie dni płodnych, tzw. „kalendarzyk”.

Po „naukach” doczytałem, że faktycznie byłem w błędzie. Taka metoda antykoncepcji jest przez katolicki kościół dozwolona… w tym zatem momencie zacząłem zastanawiać się –
jaka zatem jest różnica pomiędzy zwykłą antykoncepcją, tzw. metody barierowe (prezerwatywa, kapturek itd.) a antykoncepcją dozwoloną przez kościół? Nadal nie znalazłem wyjaśnienia….

Co za różnica? W jednym i drugim przypadku chodzi o czerpanie przyjemności ze współżycia, w jednym i drugim przypadku chodzi o nie-zajście w ciąże… Skoro kościół katolicki dopuszcza naturalną antykoncepcję - dopuszcza, aby między małżonkami zachodził akt miłosny, bez planowania rodziny. Czy to zatem nie jest świadome marnotrawstwo materiału biologicznego?

Zatem, „przyzwalając” na antykoncepcję naturalną, kościół katolicki dopuszcza uprawianie seksu bez celów prokreacyjnych. Jeżeli mogę świadomie planować, kiedy „bezpiecznie” będziemy mogli z żoną współżyć, aby nie spłodzić potomka to jest to według kościoła w porządku. Jednakże, jeżeli zastosujemy prezerwatywę, to jest to nie w porządku… Nie widzę w tym logicznego sensu.

Dlaczego jedna metoda jest w porządku według kościoła a druga nie? Starałem się dojść do jakiegoś sensownego, z punktu widzenia nauk kościoła argumentu. Analizując temat spotkałem się z następującą opinią – otóż materiał genetyczny jest darem od Boga i nie można go świadomie „marnować” w celu doświadczenia jedynie przyjemności cielesnej. Służy on do powiększania rodziny a nie, aby jedynie doznawać przyjemność.

Chcę podkreślić, że celem artykułu nie jest ocena tego czy antykoncepcja jest dobrym rozwiązaniem - nie oceniam tego (choć ją popieram). Analizuję tutaj logikę (a raczej jej brak) podejścia kościoła do tego, jaka antykoncepcja jest w porządku, a jaka nie.

Zastanówmy się zatem, czy w takim razie antykoncepcja naturalna jest według tej opinii w porządku? Skoro kościół dopuszcza antykoncepcję naturalną jako metodę zgodną z naukami kościoła to wierni są świadomi (mniej więcej) kiedy może dojść do zapłodnienia. Wybierając odpowiednie dni na współżycie, planują współżycie pozbawione celu prokreacyjnego. Z tego wynika, że świadomie marnują swój materiał genetyczny! Jestem świadomy, kiedy moja żona może zajść w ciąże – zatem wybieram na współżycie odpowiednie dni – zatem ŚWIADOMIE marnuję szansę na spłodzenie potomka, marnuję
dar od Boga, współżycie seksualne świadomie pozbawione jest celu prokreacyjnego.

Gdzie zatem tutaj sens, aby nie uznawać barierowej antykoncepcji? W jednym i drugim przypadku cel prokreacji jest ten sam. W jednym i drugim przypadku dochodzi do marnotrawstwa materiału. W jednym i drugim świadomie nie zachodzi się w ciążę.

Logicznie rzecz ujmując kościół katolicki powinien – aby było to ZGODNE z jego naukami – albo zabronić również antykoncepcji naturalnej albo dopuścić obie metody.

Pierwsze rozwiązanie jest bez sensu, ponieważ (licząc na uczciwość swoich wiernych) spowodowałoby to tak ogromny przyrost naturalny (abstynencja seksualna byłaby raczej trudna do osiągnięcia przez większość wiernych), że bieda, ubóstwo i nędza byłaby na każdym kroku. Jedynie drugie rozwiązanie, akceptacja metod barierowych wydaje się być logiczna.

Zaznaczam, że chodzi mi o porównanie metody naturalnej do metod barierowych… nie poruszam tutaj innych metod, takich jak metody hormonalne czy operacyjne, ponieważ „ingerencja” cielesna, podobnie do picia alkoholu, czy jedzenia tłustych potraw może być postrzegana jako „okaleczanie” własnego ciała – co z punktu widzenia nauk kościoła jest przeciwne tym naukom. NIE WNIKAM tutaj w to (być może w przyszłości będzie tematem innego artykułu).


Komentarze - bez konieczności logowania!

Popieram, łączę się w niezrozumieniu, lecz wiem, że istnieje wytłumaczenie, potrzeba tylko kogoś ogarniętego w temacie. Być może okazałoby się, że logika jest, może nawet pozwalająca na antykoncepcję. Podobnie jest z celibatem, jest, czemu? sprzeczne opinie, więc lepiej zostawić.

Autor: Pers

Ja natomiast postaram się wytłumaczyć. Muszę przyznać, że swego czasu również było to dla mnie interesującym i nie dającym spokoju tematem, szczęściem trafiłam na rozsądnego, „życiowego” kapłana, z którym mogłam omówić ten temat. Jako punkt wyjścia pozwolę sobie użyć słów Autora: "abstynencja seksualna byłaby raczej trudna do osiągnięcia przez większość wiernych". Metoda naturalna, proponowana przez Kościół tym różni się od różnorodnych barier, że skłania małżonków do odpowiedzialnego i na swój sposób wstrzemięźliwego życia seksualnego. Możliwość stosowania metod barierowych natomiast pozwala niemal zapomnieć o prokreacyjnej roli aktów seksualnych, skupiając się jedynie na płynącej z nich przyjemności. A Kościół wcale nie umniejsza faktu, że współżycie jest ważne dla związku nie tylko ze względu na potomstwo. Recz w tym, aby nie degradować roli seksu, nie sprowadzać go do czysto zmysłowej przyjemności, potraktować z całą i zrozumieniem jego wagi. Jedynym problemem, wynikającym z proponowanej przez Kościół metody jest wymagający stosunek wobec małżonków, ale chyba niezupełnie bezpodstawne jest potraktowanie człowieka jako istoty będącej w stanie zapanować nad swoimi pragnieniami. Z tego wynika, że Kościół nie jest ślepy na możliwe problemy powstania społeczeństwa szalonego przyrostu naturalnego i jeszcze gorszej nędzy, niemniej przewiduje, że powzięta odpowiedzialność będzie temu zapobiegać. I doskonale zdaję sobie sprawę, że poprzeczka wcale nie jest nisko. Ale dobra wola to z pewności wystarczający i bardzo dobry początek w „zdobywaniu” czystości małżeńskiej. Pozdrawiam serdecznie!

Autor: Virida

Virido,

w życiu intymnym to jest inną sprawa niż antykoncepcja. Jej brak nie może być nauczycielem popędów seksualnych. Czy dla wiernych katolików potrzebny jest "kat" w postaci nieplanowanego dziecka, aby traktować seks nie tylko jako przyjemność? Skoro ktoś jest katolikiem to z powodu samej wiary nie powinien traktować seksu jedynie jako doznania cielesnego, ale to nie powinny powodować nakazy/zakazy (bo to będzie wymuszone, a nie oświecone). Sam fakt bycia wiernym powinien powodować odpowiednie zachowanie seksualne. Problem leży w tym, że katolikiem u nas w kraju zostaje się praktycznie od urodzenia.. a człowiek powinien wybierać wiarę dopiero wtedy, gdy będzie dojrzały umysłowo.

Autor: naukowiec

Bardzo wiele metod antykoncepcji jest po prostu bardzo szkodliwych dla zdrowia. Niektóre nawet w ostateczności zabijają już zapłodnioną komórkę. Poczytaj o tym więcej ;) najlepiej z katolickich książek skoro chcesz poznać sprawę z tego punktu widzenia. Ja się dobrze na tym nie znam, ale pamiętam, że po wysłuchaniu jednej prezentacji na ten temat zdecydowanie zmieniło się moje podejście do antykoncepcji.. wielu rzeczy się po prostu nie wie ;)

Autor: FilizankaKawy

Tak jak napisałem w artykule... chodzi mi jedynie o barierowe metody, np prezerwatywa - ona raczej niczego nie niszczy.

Autor: naukowiec

W gruncie rzeczy kościelne argumenty to racjonalizacja specyficznego błędu atrybucji. Mamy tu do czynienia z niejawnym utożsamieniem oraz "boga". Poprzez nieracjonalną, wynikającą z religijnych przesądów, aprecjację przypadkowości oddaje się jej rolę dominującą ponad wolicjonalnym działaniem człowieka. Akt woli jest tu umniejszany, w swojej wartości moralnej, i stawiany w opozycji wobec - działającej jako niezależna, a nawet przeciwna, do świadomej woli "siła sprawcza". Oddanie aktu seksualnego wpływowi chaosu i przypadku odbiera ludzkiej woli wartość moralną. Bowiem metody w przeciwieństwie do metod obarczone są nieredukowalnym błędem niepewności. Mamy tu zatem do czynienia z niejawną i fałszywa opozycją ludzkiej woli i źle rozumianej I owa naturalna przypadkowość i niepewność jest utożsamiona z "boską wolą". Zamiast dokonać aprecjacji ludzkiego rozumu i racjonalności to obarcza się je odium "zła" i stawia w opozycji do przypadkowości, czyli sytuacji braku kontroli. Ujawnia to zresztą jedną z istotnych ułomności teizmu, który pozornie wychwala ludzką "wolna wolę" a w rzeczywistości stara się ją za wszelką cenę ograniczyć.
Wszelkie teizmy stoją w opozycji do racjonalności i pod pozorem wyjaśniania rzeczywistości wprowadzają coraz większe jej zagmatwania, a pod pozorem poprawy moralności narzucają, zniewolonym wiralnymi memami umysłom, cudzą wolę – odbierając im rzeczywistą wolność.

Autor: Mariusz Rozpędek

prawa Boże istnieją. Ich przestrzeganie zabezpiecza w pewnym stopniu przed głupotą.

Autor: sksinstrktrka

sksinstrktrka - a czy na pewno wiesz, które są Boże, a które wymyślone przez człowieka?

Autor: naukowiec