Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.



blog Trzecim Okiem Biegnij zamiast pokonywać!

Jakim jesteś biegaczem? Czy cieszy Cię samo to, że biegniesz, niezależnie od tego, jaki dystans pokonałeś, niezależnie od tego czy jesteś lepszy czy gorszy od swoich znajomych? Czy jednak odliczasz każdy pokonany kilometr, z tygodnia na tydzień rozszerzasz sobie dystans, chwalisz się ukończonym długodystansowym biegiem przez znajomymi z FB? Jest to dla Ciebie przyjemność czy wyzwanie?

Najprawdopodobniej powiesz, że jedno i drugie……

Obecnie możemy zaobserwować wzmożone zainteresowanie, wręcz modę na bieganie, przede wszystkim długodystansowe. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ lepiej jak spędzamy czas na

świeżym powietrzu, w ruchu a nie zajadając chipsy przed telewizorem lub popijając kolejne piwo. Od jakiegoś czasu w mediach można zaobserwować fascynację bieganiem, organizowane są różne zawody, na krótkich, długich i ultra-długich dystansach. Biegają wszyscy, od młodych osób po seniorów. Tylko się cieszyć – brawo.

Dobrze, gdy bieganie jest stylem życia, przyjemnością, wyborem zdrowej drogi życiowej, gdy sama aktywność jest celem samym w sobie. Problem zaczyna się wtedy, gdy bieg jest wyzwaniem, wyzwaniem w nieskończoność – gdy zamiast biegnąć, pokonujesz, zamiast cieszyć się biegiem, wyznaczasz
cele, dystanse, zamiast czerpać przyjemność, torturujesz sam siebie.

Ostatnio w jednym z programów TV, tzw. telewizji śniadaniowej obejrzałem relację o biegu na ultra-długim dystansie. Często możemy usłyszeć o pokonywaniu przez biegaczy coraz to dłuższych odległości, o podejmowaniu coraz to większych wyzwań. Z miesiąca na miesiąc fascynujemy się biegaczami, którzy pokonują 50, 100, 200 km… Dokąd to zmierza? Jaki jest w tym sens? Czy bieganie nie powinno być celem samym w sobie, adekwatnym do naszych możliwości? Czy nieustannie musimy podejmować nowe wyzwania, nie ciesząc się tym co już mamy i jak żyjemy?

Bieganie stanowi tutaj dla mnie pretekst, aby poruszyć bardzo ważną kwestię – stawiania sobie coraz to nowych wyzwań.. wyzwań w nieskończoność, bo gdy raz uda nam się pokonać wyznaczony cel, ustalamy kolejny … i tak w kółko. Zauważmy himalaistów… wciąć nowe wyzwania, wciąż nowe cele – na nikim już nie robi wrażenia zdobycie Mont Everestu – co to za wyzwanie, biznes wspinaczkowy i tyle. Wciąż słyszymy, że ktoś próbuje zdobyć jakiś szczyt z innej strony, latem, zimą, jesienią, nocą… niedługo będziemy mieli rywalizację, kto pierwszy zdobędzie K2 boso albo korzystając tylko z jednej ręki…. Chcemy być pierwsi, jedyni, niepowtarzalni… ze wszystkim tak jest. Już maraton to zbyt mało, teraz biega się na 100 kilometrów, na 200… w Dolinie Śmierci. Czekam tylko, aż niedługo usłyszę (jeżeli już takich zawodów nie ma) o biegu na 1000km. Pół Iron-Man, Iron-Man, 2 Iron Man-y.. czemu nie 10?

Rozpoczynamy pewną aktywność, chcąc coś robić, gdy podoba nam się pewien sposób życia, gdy coś sprawia nam przyjemność, stanowi dla nas hobby. Kiedy po drodze chęć zmienia się w torturę bycia pierwszym, lepszym za wszelką cenę? Najprawdopodobniej pomiędzy osiągnięciem jakiegoś celu a wyznaczeniem sobie kolejnego. Ustawiając poprzeczkę coraz dalej, coraz wyżej tracimy przyjemność z tego, co robimy. Przyjemność z samego biegania, chodzenia po górach zastępujemy przyjemnością przebiegnięcia dystansu, wejścia na kolejny szczyt. Już nie sama aktywność dostarcza nam przyjemności, lecz to czy uda nam się sprostać kolejnemu wyzwaniu. Aktywność przestaje być przyjemnością bezpowrotnie… albo osiągniemy cel i rozszerzymy go dalej albo zniechęceni porzucimy zajęcie. I znajdziemy sobie nowe.. i tak w kółko.

Bieganie, wspinaczka, ale też inne aktywności podejmowane przez nas (problem dotyczy również
innego rodzaju zajęć) powinny przede wszystkim stanowić cel sam w sobie… samo podjęcie aktywności, cieszenie się nią niech będzie celem. Czerp przyjemność ze swojego hobby, ze swojego stylu życia, niech stanowi to dla Ciebie odprężenie, relaks, powód do zadowolenia z samej aktywności. Nie zatracaj się w machinie nieustannego podnoszenie poprzeczki – zatracisz cały sens tego, co robisz. Twoja aktywność stanie się dla Twojego umysłu i ciała torturą, torturą sprostania wyzwaniu.

Biegasz – biegnij, wspinasz się – wspinaj, pływasz – pływaj …ciesz się tym, skoro sprawia Ci to przyjemność. Sprawdź sam, czy biegniesz, ponieważ sprawia Ci to przyjemność czy dlatego, że podjąłeś wyzwanie. Zrezygnuj na jakiś czas ze swojego celu – jakby on nie istniał, nie myśl o nim, nie mierz czasu i odległości przez jakiś czas w ogóle, nie chwal się, ile dziś przebiegłeś, po prostu rób to, co chcesz robić. Zakończ gdy poczuje zmęczenie, dosyt.

Mniej cele, ale nie zatracaj się w nich. Niech nie będzie to jedynym, najważniejszy, motywatorem do podjęcia danej aktywności. Jeżeli tak jest to już stanowi do dla Ciebie raczej nieprzyjemność niż przyjemność… może jeszcze nie teraz, kiedy jeszcze z łatwością realizujesz plan, za chwilę, niech tylko coś pójdzie nie tak.

Jeżeli czujesz, że cel przejął kontrolę, że mniej masz z tego przyjemności… odrzuć na jakiś czas swój cel.. biegnij by biec.


Komentarze - bez konieczności logowania!

Brak komentarzy.