Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.



blog Trzecim Okiem „Dowód” Ebena Alexandra – czyli światowej sławy naukowiec o życiu po życiu

Nie musisz wierzyć, nie musisz zgadzać się z tym, co autor napisał, ale warto, abyś poznał historię naukowca światowej sławy, któremu, według jego relacji, przydarzyło się wyjście poza „nasz świat”. Wciągająca i zmuszająca do zastanowienia książka, w szczególności dla naukowców, dla ludzi, którzy kierują się w życiu dowodami naukowymi.

Jednym słowem – POLECAM. Polecam przeczytać, ja osobiście zrobiłem to kilka miesięcy temu, a teraz nadszedł czas na recenzję, moją osobistą recenzję, osoby, która jest miłośnikiem nauki i naukowego sposobu patrzenia na świat. Przeczytajcie, to jedynie 20-30zł (kilka piw, 2-3 paczki papierosów, jedno wyjście do kina) – a może coś w Was zmienić - nie musi, ale może.

Nie mam zamiaru tutaj opowiadać o treści książki i przybliżać Wam to, co zostało w niej napisane. Zakładam, że przeczytaliście

już ją lub przeczytacie niebawem. W tej recenzji skupię się nie nad tym, czego doznał i co opisał autor, lecz komu i w jakich okolicznościach wydarzyło się to.

Czy Eben Alexander, bohater książki, odkrył niebo? Czy przekroczył granicę śmierci? Czy wrócił stamtąd, skąd nikt nie wraca? Nie mam „zielonego pojęcia”. Nie wiem – czy wierzyć w jego opowiadanie czy też potraktować ją jako kolejny marketingowy twór. Jedynie co mogę tutaj zrobić to odpowiedzieć sobie – czy mogę mu wierzyć?!

Eben Alexander, światowej sławy neurochirurg, ukończył chemię na Uniwersytecie Karoliny Północnej w Chapel Hill (USA), uzyskał dyplom lekarza medycyny na wydziale lekarskim Uniwersytetu Duke’a. Wieloletni pracownik harvardzkiego wydziału lekarskiego (profesor nadzwyczajny). Specjalizuje się w neurochirurgii. Samodzielnie lub wraz ze współpracownikami napisał ponad 150 rozdziałów i artykułów do recenzowanych przez specjalistów periodyków medycznych. Wyniki swoich prac prezentował na ponad dwustu
konferencjach medycznych na całym świecie. Człowiek nauki, człowiek, który poświęcił się nauce, nowoczesnej medycynie, nowoczesnym technikom operowania i obrazowania mózgu. Do momentu Wydarzenia, o którym tutaj piszemy, sceptyk jakichkolwiek teorii, wykraczających poza naukowe wyjaśnienia.

W listopadzie 2008 roku zapada on na bakteryjne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Po upływie doby występujące w płynie mózgowo-rdzeniowym organizmy Gram-ujemne zidentyfikowano jako pałeczkę okrężnicy (E. coli). Należy zaznaczyć, że jest to bardzo rzadkie schorzenie – występujące w USA rzadziej niż jeden przypadek na 10 milionów rocznie. Po upływie kilku dni szanse na przeżycie spadły do mniej niż 3%, a szanse na normalne funkcjonowanie, bez wystąpienia żadnych powikłań neurologicznych spadły niemal do 0. Siódmego dnia pacjent odzyskał świadomość i w niedługim czasie odłączono go od respiratora. Fakt odzyskania całkowitej sprawności po takiej chorobie, przebywając siedem dni w śpiączce lekarze uznali za wydarzenie bez precedensu, wydarzenie niezwykłe (potocznie nazywane cudem).

Według relacji doktora Alexandra, w czasie śpiączki przebywał on w innym świecie, w innej rzeczywistości – w „niebie”. Swoje funkcjonowanie „umysłowe” opisuje on jako nadświadomość, ultrarzeczywistość (rozszerzona świadomość). Doświadczył on nadrzeczywistych przeżyć/wizji (z jego relacji wynika, że nasza rzeczywistość jest zawężoną rzeczywistością, jakby snem wobec tej rzeczywistości, którą on doświadczył). Opis jego niezwykłych przeżyć – odsyłam do książki.

Po wyzdrowieniu, wraz z gronem neurochirurgów i naukowców reprezentujących inne specjalności przeanalizował naukowo różne hipotezy, mające naukowo wyjaśnić całe zajście – rodzaj choroby a przeżyte doświadczenia. Żadna z naukowych hipotez nie została przyjęta. Nikt z zespołu, jak dotąd nikt ze świata nauki nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić to, co zaszło. Autor na końcu książki prezentuje po kolei analizę poszczególnych hipotez: pierwotny program realizowany przez pień mózgu, zaburzenia działania neuronów spowodowane przez endogenny glutaminian, wyrzut N,N-dimetylotryptaminy (DMT) i inne.

Z tych oto faktów rodzi nam się ciekawa historia. Neurochirurg, który na co dzień spotykał się z różnymi chorobami mózgu, naukowiec, próbujący naukowo wyjaśniać wszystkie procesy ludzkiego umysłu, sceptyk duchowego rozumienia świata, zapada na bardzo, bardzo rzadką chorobę, popada w śpiączkę. Lekarze nie dają mu szans na przeżycie, nie mówiąc już o normalnym funkcjonowaniu. Po obudzeniu, dochodzi do siebie w ekspresowym tempie, bez żadnych oznak choroby relacjonując niezwykłe doświadczenia. Naukowcy nie potrafią wyjaśnić w naukowy sposób całego zajścia. On sam ze sceptyka zmienia się w osobę wierzącą w duchowość człowieka. Jak na ironię, neurochirurg nie wierzący w duszę, doświadcza „nieba” w takich okolicznościach, aby wszelkie naukowe wyjaśnienia były niewystarczające.

Czy warto wierzyć w tą historię? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Moje konkluzje:

1)      Abstrahując od tego czy relacja o tym, co działo się z nim podczas śpiączki jest prawdziwa, to sam przebieg choroby (wystąpiła bez żadnych wcześniejszych oznak, beznadziejny regres

choroby, cudowe ozdrowienie) jest tutaj niezwykły. To się zdarzyło i to są fakty, to nie kwestia czyjegoś opowiadania lecz fakty medyczne, fakty przebiegu choroby.

2)      Historię opowiada naukowiec, człowiek, który całe życie poświęcił nauce, naukowemu sposobowi myślenia, człowiek, który z przymrużeniem oka traktował wszystkie „niezwykłe” opowiadania swoich pacjentów. Opowiada on historię pomimo faktu, że jego otoczenie zawodowe (inni lekarze) są zdecydowanymi przeciwnikami tłumaczenia zdarzeń przez pryzmat duchowości człowieka.

3)      Czy światowej sławy neurochirurg, z wysoką pozycją i możliwością dalszej kariery zaryzykowałby dla książki swoją reputację? Nawet, jeżeli książka byłaby niezwykła to czy warto byłoby dla niej ryzykować karierę, pozycję, pracę, oszukiwać przyjaciół i rodzinę? Nie jest to osoba „no name”, która nic nie ma do stracenia, opowiadając zmyślone historie.

4)      Co ciekawe, jego opis tego innego dla nas świata (Bóg jest miłością, czas nie płynie liniowo, ułomność ludzkiego umysłu i inne) jest zbliżony do opisów innych mistyków, przywódców duchowych jak między innymi Lao Tzu, Osho, Eckhart Tolle i wielu innych.

5)      Po odzyskaniu zdrowia autor sam poszukuje wytłumaczenia swojego stanu podczas śpiączki naukowymi metodami. Poznając i analizując historię swojej choroby dochodzi do wniosku, że w okolicznościach jakie zaszły, takie ultrarzeczywiste przeżycia nie powinny mieć miejsca.


To sprawia, że warto zastanowić się nad tą historią. Najczęściej, gdy słyszymy tego typu opowiadania osób, które ledwo przeżyły jakiś wypadek, chorobę, traktujemy je z dystansem, szufladkując je jako ciekawe bajki. Warto w tym przypadku przeczytać i zastanowić się nad tym głębiej. Warto, ponieważ opowiada ją naukowiec.


Komentarze - bez konieczności logowania!

Mam y do czynienia z mózgiem w stanie skrajnej dysfunkcji. Dekoherencji ulegają wszystkie funkcje kontrolne weryfikujące zgodność neuronów emulujących rzeczywistość, z jej faktyczna reprezentacją zmysłową. Świadoma część umysłu bierze majaczenia za rzeczywistość. I ten zapis urojeń ma być dowodem na cokolwiek? Chyba tylko na to, że nasze urojenia są do siebie podobne. Ale co w tym dziwnego, że podobne funkcjonalnie i anatomicznie struktury mają podobne dysfunkcje?

Przecież w lodówkach nie pękają opony, one pękają w samochodach…

Autor: Mariusz Rozpędek

Mariuszu, nie jestem neurochirurgiem, ale w książce, a dokładniej w końcowej części są obalane poszczególne hipotezy postawione przez profesorów z tej dziedziny, w tym również występowanie tzw. programu pierwotnego realizowanego przez pień mózgu oraz inne zaburzenia mózgu...

Książka niczego nie dowodzi, ale też racjonalnie nauka nie jest w stanie tego wyjaśnić. To tak jak z teorią Darwina, ona nie została udowodniona... obowiązuje ponieważ do tej pory jej niesfalsyfikowano

Autor: naukowiec

Tu nie chodzi o pień mózgu, ale o aktywność kory i powiązanych ośrodków podkorowych. Uparte zaprzeczenie jakiejkolwiek możliwości naturalnego wyjaśnienia doświadczeń z pogranicza śmierci czyni wypowiedzi Alexandra nie tylko nienaukowymi, ale wręcz Prawdopodobnie jego halucynacje miały miejsce nie podczas samej śpiączki, ale w czasie wybudzania. Wtedy, gdy kora mózgowa, powracając do normalnych czynności, działała jeszcze niespójnie. To że on upiera się przy nadprzyrodzonym wytłumaczeniu pokazuje brak racjonalności i ukazuje go nie jako ale jako człowieka o chwiejnej psychice - zapatrzonego we własne urojenia (dlatego że były przyjemne). Praktycznie wszystkie takie relacje można wyjaśnić zaburzoną interakcją tzw. mózgu gadziego i kory nowej (która gorzej znosi ekstremalne stany organizmu). Nie inaczej jest w tym przypadku.
Zresztą, nawet praktykujący neurochirurg może nie dysponować specyficzną wiedzą z pewnego zakresu, jeśli nie była mu ona bezpośrednio potrzebna w codziennej praktyce. Tak samo jak wszyscy ludzie ulega halucynacjom. bardzo polecam wywiad na ten temat z prof. Jerzym Vetulanim:

Autor: Mariusz Rozpędek

Mariuszu, nie zapomnij jednak o tym, że jednak to Alexander to profesor Harvarda z wieloletnim stażem zawodowym i z o wiele większym dorobkiem naukowym niż prof. Vetulanim (nie ujmując szacunku profesorowi). Krytyka książki Alexandra jest spora.. ale autor broni się przed nią, np (aby wiernie oddać, zacytuję oryginał):
1) I wrote a truthful account of my experiences in PROOF OF HEAVEN and have acknowledged in the book both my professional and personal accomplishments and my setbacks. I stand by every word in this book and have made its message the purpose of my life. Esquire's cynical article distorts the facts of my 25-year career as a neurosurgeon and is a textbook example of how unsupported assertions and cherry-picked information can be assembled at the expense of the truth.
2) Critics have maintained that my near-death experience, like similar experiences others before me have claimed, was a brain-based delusion cobbled together by my synapses only after they had somehow recovered from the blistering weeklong attack. [...] I also experienced that transitional period, when my mind began to regain consciousness: I remember a vivid paranoid nightmare in which my wife and doctors were trying to kill me, and I was only saved from certain death by a ninja couple after being pushed from a 60-story cancer hospital in south Florida. But that period of disorientation and delusion had absolutely nothing to do with what happened to me before my cortex began to recover: the period, that is, when it was shut down and incapable of supporting consciousness at all. During that period, I experienced something very similar to what countless other people who have undergone near-death experiences have witnessed: the transition to a realm beyond the physical, and a vast broadening of my consciousness. The only real difference between my experience and those others is that my brain was, essentially, deader than theirs

Autor: naukowiec