Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.



blog Trzecim Okiem Nie przytulaj dziecka bo się przyzwyczai – co za bzdura!

Czy to prawda, że dziecko przyzwyczai się do bliskości rodzica, do jego czułości i miłości, gdy się je przytula, reaguje na jego płacz, na jego prośby? Tak, to prawda, dziecko przyzwyczai się do tego. Czy to źle? A to właśnie jest ta bzdura! Kto jak nie rodzice/opiekunowie na uczyć dziecko miłości i bliskości?

Sam nie wiem, od jakiego czasu istnieje ten pogląd. Już, gdy rodził się mój syn słyszałem te poglądy.. niektóre „życzliwe” osoby doradzały nam taki sposób wychowania dziecka. Od czasu do czasu temat ten poruszany był również w mediach. Ostatnio dowiedziałem się, że koleżance, Pani z przedszkola oznajmiła, że dziecko było zbyt często przytulane i gorzej znosi rozłąkę z rodzicem (czytaj: Panie nie mogły uspokoić dziecka po wyjściu mamy). Inne sformułowania: Nie noś dziecka na rękach, po się przyzwyczai
i cały czas będziesz musiała to robić.. Nie wyjmuj z łóżeczka, gdy płacze, bo potem będzie chciało spać tylko w Twoich ramionach! Itd.

Dziecko to nie komputer, to osoba, która czuje, kocha i potrzebuje być kochanym.

Jest to „dobra” metoda wychowawcza pod warunkiem, że chowamy nową wersję „robocopa”, osoby pozbawionej miłości i bliskich relacji uczuciowych z innymi ludźmi. Jest to „dobra” metoda (według ich osądu) dla zabieganych rodziców, których to codzienne sprawy kłócą się z potrzebami ich dziecka.

Po co przyzwyczajać… jeszcze będzie chciało więcej i co wtedy zrobimy? Wejdzie nam na głowę? Niech się uczy poważnego i nieczułego świata od małego. Niech wie, gdzie jest jego miejsce i że nie wszystko w życiu będzie miało…TAKIE są mniej więcej „zalety” takiego podejścia do dziecka, w ich opinii. Piszę tutaj o tych najmłodszych dzieciach - niemowlętach (sytuacja, w której rodzic nie chcę spełnić kolejnej zachcianki
trochę większego dziecka – np. kupienie nowej zabawki i „wymuszanie” płaczem jest już innym tematem)
.

A co z miłością? Kto ma uczyć dziecka miłości jak nie najbliżsi? Kto ma zaszczepić w dziecku wiarę w siebie, poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia kochanym? Kto jak nie rodzice? Metoda „nie-przytulania” działa, ponieważ dziecko dosyć szybko uczy się, że ta metoda „nawoływania” rodzica nie działa. Zarazem uczy się tego, że nie może liczyć na niego w trudnych dla niego momentach.

Jak dla mnie jeden z mądrzejszych polskich psychologów – Wojciech Eichelberger – stwierdził, że do 4-5 lat dziecko powinno być królem. Dopiero po tym okresie nadchodzi czas na naukę, na wychowanie. Dziecko w pierwszych latach swojego życia powinno być traktowane przez nas wyjątkowo, otoczone miłością, a jego potrzeby winny być zaspokajane. To nie jest czas nauki zachowania, to jest czas nauki miłości. Te pierwsze lata budują NA CAŁE ŻYCIE w dziecku poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości, poczucie bycia kochanym. Gdy prześpimy ten okres potem będzie za późno. Już zdąży nauczyć się, że nie może liczyć w swoich najgorszych momentach na pomoc najbliższych. Czy my dorośli nie wpadamy czasem w depresję z powodu jakiś drobnostek? Wpadamy… mamy doła.. oczekujemy od naszego ukochanego/ukochanej przytulenia, bliskości… my ludzie dorośli – a co powiedzieć o dziecku? Tak, dziecko częściej od nas będzie miało taki stan, ale dlatego, że o wiele więcej rzeczy jest dla niego nowych, niecodziennych, brak w nim wykształconych mechanizmów psychicznej samoobrony.

Pozbawianie dziecka miłości w chwilach, gdy tego oczekuje bardzo rzutuje na późniejsze relacje dziecka z rodzicem. Być może rodzice, którzy przytulali dziecko mają mniej czasu dla siebie, są bardziej przemęczeni, nie wysypiają się porządnie - ale w przyszłości, gdy dzieci dorosną to one będą miały o wiele lepszy i bliższy kontakt ze swoimi dziećmi. Rodzice, którzy stosują metody „nie-przytulania na żądanie”, oprócz przypadków patologicznych, z reguły zasłaniają się potrzebą czasu, potrzebą odpoczynku. O wiele łatwiej jest od razu wychować dziecko, aby nie płakało w nocy, aby spokojnie spało, nie grymasiło, nie potrzebowało więcej niż chcemy im dać. Tak, o wiele łatwiej….teraz łatwiej… to wróci, wróci w chwilach, w których nie będzie można już tego odwrócić. Potem będziemy zdziwieni, że dzieci nie chcą z nami rozmawiać, że nie mają dla nas w ogóle czasu, że widzimy się z nimi raz na kilka miesięcy.

Na naukę samodzielności przyjdzie czas. Pogląd, że od najmłodszych lat musimy uczyć samodzielności, ponieważ później się nie nauczy jest błędny – jedyne czego możesz nauczyć taką metodą to fakt, że dziecko nie ma co liczyć na Ciebie. Samo w odpowiednim momencie będzie chciało radzić sobie samemu i wtedy to będzie odpowiedni czas na naukę samodzielności. Wszystko przychodzi we właściwym momencie, również nauka samodzielności. Na początku należy przede wszystkim zadbać o naukę miłości.. ale to my najbliżsi musimy tego nauczyć.

Dziecko nie jest maszyną. Najlepiej gdyby rodziło się już wychowane, pogodzone z tym, co może a czego nie może oczekiwać, pogodzone z regułami panującymi w naszym domu, mieście, kraju. A zazwyczaj reguły
panujące w życiu dorosłych są pozbawione miłości, czułości i bliskości. Czy chcemy, aby nasze dziecko było naszym klientem biznesowym? Naszym współpracownikiem? Niektórzy próbują dziecko wychować manipulując miłością.. kocham Cię, gdy ładnie się zachowujesz; nie kocham – gdy brzydko. I czego to uczy? Tego, że miłość jest produktem, że jest towarem, którym handlujemy. A miłość nie może być towarem… miłość powinna być bezwarunkowa. Rodzice nie muszą godzić się na rozkapryszenie swoich pociech.. ale nigdy nie powinni handlować miłością i poczuciem bycia kochanym.

Dla rodziców niektóre rzeczy to są błahostki… dla dziecka – cały jego świat. My dorośli na świat patrzymy z o wiele szerszej perspektywy, dziecko, z racji małego doświadczenia patrzy inaczej. Rozłąka z rodzicem jest dla niego wiecznością, dla rodzica chwilą. Niechęć do zostania samemu w pokoju rodzice mogą interpretować jako dziecięcą „głupotę”, niepotrzebnym lękiem, w oczach dziecka to ogromny lęk, z którym nie wie jak sobie poradzić. Mamy tendencję do interpretowania świata dziecka według naszej perspektywy. A u dziecka ona zawsze będzie inna. Ważne dla nas rzeczy są niczym dla dziecka, a ważne dla dziecka są niczym dla nas. Ale to my dorośli w relacjach z dzieckiem powinniśmy spoglądać na świat z jego perspektywy a nie ze swojej. My potrafimy ją zmienić, dziecko nie potrafi patrzeć na świat tak jak my, jeszcze się tego nie nauczyło.

Chcielibyśmy, aby na świecie było mniej chciwości, nieuczciwości, konfliktów a więcej miłości i zrozumienia. W głębi nas, każdy chciałby żyć w świecie bez wojen i konfliktów… ale to my wychowujemy ludzi, pozbawionych miłości. To my, rodzice możemy wpływać na kształt przyszłego świata ucząc dzieci miłości. Nikt ich tego nie nauczy za nas! Albo my albo nikt. Wybór należy do nas.

- naukowiec


Komentarze - bez konieczności logowania!

Brak komentarzy.