Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Strefa Weny

Czasem tracimy w życiu sens.
Czasem wszystko idzie nie po naszej myśli.
Czasem coś się wydarza, że zatracamy się w rozpaczy.
Czasem nie potrafimy wydostać się z własnego marazmu.
Czasem brakuje nam radości w życiu.
Czasem czujemy się zakładnikami własnego życia.

Nie ma jednak takiej sytuacji, z której nie można by odnaleźć drogi do własnego szczęścia. Czasem potrzebna jest serdeczna i szczera rozmowa z kimś, kto nam dobrze życzy.

Tym właśnie jest Strefa Weny. Miejscem, gdzie możesz podzielić się swoimi troskami z nami. Pomożemy Ci w tym, abyś mógł / mogła ponownie odnaleźć ścieżkę radości, wolności i miłości. Aby nadzieja ponownie zagościła w twoim umyśle.

Jeśli coś nie daje Ci spokoju, skontaktuj się z nami.

Mail: kontakt@po-moce.com


---------------------------------------------------------------------

Wstęp do nie przejmowania się

Tu chodzi o to, aby spojrzeć na wszystko z innego punktu widzenia. Upatrujesz swojej szansy w przyszłości. To jest droga czasu, realizacji założonych celów, które finalnie mają Cię doprowadzić do upragnionego edenu. Tak działasz. Wciąż poprawiasz swoje życie, mając nadzieję, że będzie ono lepsze. Niektórym udaje się poprawić sytuację życiową, innym nie. Obojętnie jak to wychodzi i tak nie idziesz w ogóle do przodu. Z perspektywy widzenia duchowego cały czas stoisz w miejscu. Naprawdę idziesz wtedy, gdy coraz bardziej zdajesz sobie sprawę, że jesteś już w swoim Edenie.

Problem polega na tym, że wciąż poprawiasz i planujesz poprawiać to, co jest kompletnie nieistotne z perspektywy Twojego prawdziwego wzrostu, jako istoty. Myślisz, że jak zdobędziesz to lub tamto to osiągniesz upragniony cel? Nie, w ogóle się do niego nie zbliżasz. Chodzisz w miejscu, mając nadzieję, że gdziekolwiek dojdziesz tą drogą. I taka sytuacja pojawia się przez całe Twoje życie i poprzednie wcielenia. Wciąż upatrywałeś szansy na to, że tym razem osiągnięcie tego lub tamtego przybliży Cię do szczęścia.

A tego tak naprawdę szukamy, robiąc cokolwiek. Po co się w naszym życiu staramy o coś? Dlaczego poprawiamy swoją edukację, sytuację zawodową oraz osobistą? Chcemy, aby było nam lepiej, a finalnie poszukujemy takiego stanu, w którym będziemy całkowicie szczęśliwi. I każdy ma swój pomysł na to szczęście. Niektórzy mają podobny do siebie i łączą się w grupy, próbując zarazić tym innych. Należy zrobić to, należy zrobić tamto... itd. cała lista nakazów, zakazów i wytycznych. To właśnie drogą nie jest. Oczywiście może stanowić (i często tak jest) wspaniałą pomoc ku temu, aby zrozumieć czym jest prawdziwa droga i jak naprawdę nie powielać kolejnych dramatów. Droga nie prowadzi poprzez poprawę tego, co wydaje się być na świecie, lecz poprawę własnego myślenia, kierunku własnej obserwacji.

Ego mami nas tym, że powinniśmy coś zrealizować, powinniśmy się przed czymś zabezpieczyć, powinniśmy zaplanować swoje dalsze kroki. Wszystko w imię własnego i naszych najbliższych szczęścia. Tylko, że ta droga nie ma końca. Idąc nią, nigdy nie będziesz szczęśliwy, więc po co wyruszać. To właśnie należy wpierw zrozumieć, że droga czasu, droga realizacji celów i planów co do przyszłości akurat drogą nie jest.

Ty tak naprawdę jesteś już w Niebie, tylko tego nie widzisz. Mami Cię ego, które wciąż podpowiada Ci, że to co może być będzie lepsze od tego, co jest. Jak to się mówi: Lepsze jest wrogiem dobrego". Podpowiada Ci również w ten sposób, że powinieneś zabezpieczyć to, co już masz, powinieneś ochraniać, planować kroki, aby to zachować.

Droga prowadzi poprzez akceptację tego, kim jesteśmy naprawdę. My śnimy wiele snów naraz. I to są właśnie nasze kajdany. To iluzja, ponieważ to co cię mami jest niczym więcej jak założeniem w głowie. Wydaje nam się, że jesteśmy w jakiś sposób ograniczeni przez prawa tego świata, ale jedynie nasza wiara w te prawa sprawia, że one wydają się działać.

W ciągu naszego życia zajmujemy się cały czas jakimiś problemami. Przez jakiś okres czasu śni nam się kilka snów, np: konflikt z jakąś osobą, problem z jakąś sytuacją, próba realizacji założonego celu. Każdy z nich jest snem, a ego przykuwa Cię do nich. Ty przez okres trwania konfliktu zajmujesz się nim, próbując go rozwiązać, a jak już Ci się uda go rozwiązać to dostajesz kolejny dylemat do rozwiązania. Tkwisz w swoich snach o tym, o tamtym. Koncentrujesz swoją uwagę na sen, a nie na to, co jest poza snem. Tkwisz w wielu snach naraz i to tak skutecznie odciąga Twoją uwagę od prawdziwego siebie, że zapominasz kim w ogóle jesteś. To jak jakbyś był jako awatar, który zapomniał o tym, kim był poza awatarem.

Droga prowadzi poprzez zrozumienie, że nasze sny są jedynie iluzją, która nas mami. W momencie zrozumienia tego, iluzja znika, a sen przestaje nas mamić i opada kolejny kajdan z naszego więzienia umysłu, a my coraz bardziej czujemy się szczęśliwsi, radośniejsi i wolni. Dzielimy się tym z innymi, ponieważ wiemy, że to jest niewyczerpane źródło, z którego zawsze czerpiemy, w którym de facto cały czas jesteśmy, choć z tej perspektywy wygląda to tak, że mamy stały kontakt ze swoim źródłem, z naszą prawdziwą istotą, która jest głęboko w środku naszego umysłu.

Nie musimy martwić się o szczęście, miłość, radość czy wolność. Tego akurat nie musimy przyjmować, bo to jest naszą naturą. My jesteśmy stanem najwyższej cudowności, w którym potrzeba ciała nie ma jakiegokolwiek znaczenia, ponieważ w tej perspektywie wiemy, że ciało nie może zaoferować niczego tak dobrego jak ta świadomość prawdziwego Ja. Nie musimy zakładać czym jest szczęście, czym jest miłość, czym jest radość, czym jest wolność. To nasza natura, której nie można opisać, lecz można tego doświadczać. Droga prowadzi do tego, aby zdać sobie sprawę z tego, że te, tak pożądane przez nas stany miłości, radości czy wolności są cały czas z nami, że to nasze dziedzictwo, prawda o nas.

Naszym zadaniem w całym planie poprawy naszego myślenia jest rezygnacja z bólu, cierpienia i lęku. Tylko o to jesteśmy proszeni, aby odłożyć lęk na bok. A lęk to kolejny sen jaki śnimy sobie. Każdy ze snów jest zakamuflowanym lękiem, który może objawiać się jako złość na kogoś, cierpienie z jakiegoś powodu, strata kogoś lub czegoś. Droga prowadzi poprzez rezygnację z lęków, rezygnację ze snów, które nie są prawdziwe.

I tym właśnie się zajmiemy. Spoglądaniem na nasze sny. Będziemy rezygnować z lęku przed nimi. Im bardziej boisz się swojego snu, im bardziej się zabezpieczasz przed wydarzeniami ze snu, im bardziej planujesz przyszłość snu tym bardziej w nim jesteś. Zejść niżej nie możesz. Już jesteś w czymś, co nazywasz piekłem. Piekłem swoich osądów, nakazów i zakazów. Ego oszukało Cię, mówiąc Ci, że podążanie jego ścieżką doprowadzi Cię do ostatecznego celu, lecz Ty wciąż podróżujesz, wciąż śnisz kolejne sny, których nie widać końca. To, że czytasz ten tekst w tym momencie nie jest dziełem przypadku. Najwyraźniej jesteś gotów do tego, aby odnaleźć prawdziwego siebie, choć może Ci się wydawać, że tak nie jest. Zawsze jesteś na to gotowy, to kwestia jedynie podjęcia decyzji.

Możesz iść jedynie do góry ze swoją świadomością tego, kim jesteś. Uświadamiając sobie nieistotność kolejnego snu czujesz się lżejszy i bardziej pewny siebie i pewny swojego szczęścia. Coraz bardziej towarzyszy Ci miłość, wolność i radość.

To jest droga bez poświęceń. One nie są w ogóle wymagane. Jedynie z czego masz zrezygnować to z lęku. On bowiem jest głównym motorem ego. To lęk właśnie przykuwa nas do snu. Nasza prawdziwa istota nie jest w ogóle zalękniona. Nie wie, co to jest lęk, a przez to czuje się całkowicie wolna, w pełni radosna i w przepełniona miłością.

A z czego tak naprawdę rezygnujesz? Czy z tego czego naprawdę chcesz? Czy naprawdę chcesz się lękać? Nie, nie chcesz i w Twojej opinii robisz wiele, aby zabezpieczyć się przed lękiem, ale czy jakikolwiek sposób wymyślony przez ego może być właściwy? Propozycje ego zawsze zawierają w sobie ładunek lęku, bo jak pisałem, lęk jest paliwem ego. Jeśli przyjmujesz go do siebie to śnisz sobie kolejny sen o lęku, a więc o braku wolności, radości i miłości.

Droga prowadzi poprzez odrzucenie tego, co tak naprawdę nam dokucza, co nas boli, rezygnację z konfliktów w naszych głowach. To jest wychodzenie z huśtawek emocjonalnych, w których tkwisz cały czas. Wychodzenie z ciągłej iluzji sukcesów i porażek, jakich doświadczasz. Wychodzisz do spokoju, który jest w Tobie, niezależny od tego, co jawi Ci się w świecie lub w twoich myślach. To tylko kwestia uświadomienia sobie tego, że spokój osiąga się nie wtedy, gdy zrealizujesz coś, lecz wtedy, gdy przestaniesz się lękać. To właśnie droga. Przestanie się bać, niezależnie co akurat Tobie się śni. Niezależnie jak cierpisz w swoim śnie, niezależnie jak wydaje Ci się, że dobrze Ci idzie, Twoim zadaniem jest zrezygnowanie z lęku, obawy. Dzieję się tak, że zachodzi to, w co wierzymy, a wierząc w lęk, dostajemy go.

To jest inny sposób patrzenia na wszystko, co się dzieje wokół nas, postrzeganie oczyszczone z lęku. To nasza prawdziwa praca, nasze zajęcie tu na Ziemi. To, co wykonujemy w naszym życiu nie jest istotne, bo to jedynie sen. Chodzi o to, czy robiąc to czy coś innego, uczymy się opuszczać lęk i obawę. Każde nasze zajęcie jest szansą na zrezygnowanie z lęku i gdy tak się dzieje wzrastamy na naszej prawdziwej drodze. I każde z naszych dotychczasowych wcieleń polegało tak naprawdę na tym, aby się pozbyć lęków. To nasza właściwa droga do domu, w ogóle nie prowadzi przez czas, jak nam się zdaje lecz przez decyzje. Świat zmienia się w zależności od tego, w co wierzysz. Poprawiając własne myślenie poprawiamy nasze widzenie prawdziwej natury świata, który odzwierciedla wtedy to, co jest w naszym prawdziwym domu.

Im bardziej odsuwasz lęk na bok, tym wszystkie sprawy zaczynają się same rozwiązywać, bo zrzucasz balast, który stale nosisz ze sobą. To tak, jakbyś pozbywał się kolejnego woreczka z piaskiem ze swojej podróżnej torby, aż do momentu opróżnienia go całkowicie z balastu, a finalnie pozbywasz się również samej torby, bo nie jest już Ci potrzebna na Twojej drodze.


-------------------------------

Jedność między nami jest całkowicie logiczna. Jesteśmy jedynie myślą, a więc na postrzeganie nas samych nałożone są po prostu pojęcia, wierzenia, które czcimy przez nasze życie. Gdy rezygnujemy z utrzymywania niepotrzebnych myśli, które tylko dlatego istnieją i nas wiążą przy bólu i cierpieniu, ponieważ sami utrzymujemy je w naszej świadomości. Pod pokrywką tych wszystkich pojęć jesteśmy prawdziwi my, tacy, jacy zostaliśmy stworzeni. A zatem patrząc na to z góry jesteśmy kompletnie tacy sami, idealni do maksimum. Każdy jest częścią każdego ponieważ wszyscy podzielamy idealny stan, a idealny stan ma to do siebie, że nie ma wersji. Jesteśmy jednością. W świecie ego widzimy się oddzielonych od siebie, różnych pod względem wyglądu, zachowania. Każdy z nas podziela nieco inną gamę snów, stąd te różnice. Jednakże śnimy coś, czym de facto nie jesteśmy. Śnimy o wiele gorszą kopię nas samych. Każdy z utrzymywanych przez nas snów jest kolejnym łańcuchem przy naszej nodze, kolejnym kamieniem w naszej podróżnej torbie. I z cudownej istoty sami sprowadzamy siebie do roli o wiele, wiele mniejszej niż mamy potencjał.

Tu nie chodzi o to, aby wierzyć w jakąś teorię. Tu chodzi, aby od teorii odejść. Prawda nie musi być podtrzymywana, ona po prostu jest. Jedynie iluzja, złudzenie musi być stale podtrzymywane, aby mogło nas mamić. Tym jest właśnie ego, a jego paliwem obawa, lęk, złość, gniew, smutek, wstyd, wina. Wszystko, czego akurat nie chcemy. Z drugiej strony mamy w ofercie miłość, wolność, radość, szczęście, bezpieczeństwo, spokój. I to jest prawda o nas. Świat ego poprzez wierzenia, teorie, osądy, w które wierzymy nie pozwala nam patrzeć na piękne uczucia (jedynie w nielicznych chwilach życia) a skupia nas na gniewie, złości, obawie, cierpieniu, bólu itd. To tylko kwestia naszego wierzenia w łańcuch, który nas trzyma.

Czy tego chcemy? Nie, chcemy drogi do naszego szczęścia i osób, które kochamy. Droga prowadzi poprzez uznanie, że wszyscy jesteśmy jednością. Jesteśmy tacy sami idealni. Bez przyjęcia pojednania umysłowego wpadamy w pułapkę ego. Widzisz siebie jako lepszego lub gorszego od kogoś innego. To sprawia, że szczęście zostało przez Ciebie odrzucone, ponieważ odmówiłeś komuś tego, co sam chcesz dla siebie. Jeżeli inną osobę widzisz jako niegodną szczęścia to tym samym zapominasz czym te szczęście jest. Znając prawdę, że szczęście to po prostu koniec snów, które śnią nam jakiś rodzaj więzienia i lęku zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wszyscy finalnie sprowadzają się do tego samego, idealnego stanu lekkości, cudowności. Nie sposób jednak być samemu w Niebie, ponieważ brak jest "tam" kompletnie nieobecny. Wszyscy tam są, nie ważne jakie sny sobie śnią. Może im się wydawać, że są czymś innym lub są gdzieś w wyimaginowanym świecie lecz tak naprawdę zawsze jesteśmy w stanie Nieba, bo najlepiej tak to napisać. Koniec podróży to koniec snów, ale nie nas. Ego próbuje nas zwieść tym, że jak te wszystkie pojęcia i teorie się skończą to Ciebie nie będzie. Nie prawda, będziesz stale, ale nie będziesz miał już żadnych problemów i trosk. Cykl narodzin i śmierci skończy się, ciało przestanie mieć znaczenie, również czas i przestrzeń. To nie tak, że ktoś Ci coś zabierze. Nie, po prostu twoja uwaga zwróci się we właściwszym kierunku. To, co nieistotne będzie przez Ciebie niewidoczne, nie będzie tego w umyśle, co przez lata Ci dokuczało, a zamiast tego będziesz bardziej zwracał uwagę na Twoje i innych osób szczęście.



Co oznacza słowo Syn Boży. To tylko słowo. Nie ma znaczenia. To jedynie symbol wskazujący na coś głębszego. Moglibyśmy również napisać: idealna część doskonałej całości, część która jest tak samo doskonała jak całość. Słowa, jak również inne formy przekazu mają to do siebie, że ich jedyną funkcją jest wskazywanie komuś właściwej odpowiedzi, drogi. Być może dla niektórych brzmi to nader religijnie. Tu nie chodzi o religię, ale o podkreślenie tego, co nas łączy. Wszyscy jesteśmy równymi sobie istotami, każdy jest częścią tej samej idealnej całości. W zależności od tego, jaki język dla nas lepiej trafia tak pewne sformułowania będą dla jednych lepsze, a dla drugich będą lepsze jeszcze inne. To tylko formy. Patrzmy na to, na co wskazują, a nie na to jak widziane są oczami przeszłości. Jesteśmy sobie równi, idealnie równi. Każdy z nas ma 100% wszystkiego, ponieważ w istocie, każdy z nas taki jest, a jedynie śnimy o tym, że mamy po 2, 3, może 5% naszego prawdziwego potencjału. I każda osoba ma taki sam potencjał, bo w istocie jesteśmy jedną istotą, nieograniczoną. Jesteśmy częścią Boga, Uniwersum, Całości, Stworzenia a część czegoś idealnego powiela idealność całości. Nam po prostu wydaje się, że tacy nie jesteśmy, dlatego, słuchamy ego. I to jest właśnie prawdziwa miłość, uznawania drugiej osoby, tak samo jak siebie samego za idealną część całości, dziecko Boże. Czy może być coś większego w miłości? Uznanie w kimś takiego potencjału? I to właśnie budzimy w sobie i w innych, pamięć o prawdzie o nas, o tym, że jesteśmy szczęśliwi, kochani i nieograniczeni. Miłość, wolność, radość.

Tak samo ze słowem Bóg. Dla Boga to nie ma znaczenia czy nazwiesz to (Go) Bogiem, Jahwe, Allachem, Całością, Uniwersum, Wyższą Inteligencją itd... Bóg nie potrzebuje nazwy. To my jej potrzebujemy, aby się komunikować ze sobą. Słowo "Bóg" to po prostu symbol, który został zastosowany, aby mówić o wszystkim, co prawdziwe, nieograniczone, nieśmiertelne i coś dzięki w ogóle istniejemy, nasze źródło, nasza podstawa istnienia. My zostaliśmy stworzeni przez całość, a nie całość została stworzona przez nas. To nie jest tak, że Bóg jest ograniczony skoro my tu nadal tkwimy, zamiast u niego u boku. To my zamykamy się w naszej własnej skorupie, skorupie pojęć, fałszywych teorii, by nie pamiętać o Bogu - użyj nazwy jakiej chcesz na nazwanie tego, co mam na myśli.



--------------------------------


Kolejnymi barierkami, które stoją nam na naszej drodze do własnego szczęścia są nasze relacje z innymi. To nie jest tak, że nasze selektywne wybory, co do tego kogo lubić, a kogo nie, pomagają nam w naszej drodze. Nie ułatwiają, a wręcz przeszkadzają.

Wyobraź sobie jakie powinno być Twoje prawdziwe szczęście. Chciałbyś być z ludźmi, których kochasz, prawda? Chciałbyś, aby byli oni razem z Tobą. Spójrz jednak, że te osoby, które Ty kochasz kochają również inne osoby, a te inne osoby, kochają jeszcze następne. W ten sposób dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę prawdziwe szczęścia, aby mogło być szczęściem musi zawierać każdego z nas, aby było dla każdego pełne. Jeśli osoba, którą kochasz nie byłaby w nim w pełni szczęśliwa to nie byłoby to już Twoje prawdziwe szczęście, prawda?

My w naszym życiu zachowujemy się tak, że jednych zawieramy w poczet naszego szczęścia, a innych nie. Stąd biorą się zaburzone relacje między nami, wykluczenie innych kosztem drugich i dlatego też nie sposób nam znaleźć szczęście. Droga prowadzi poprzez poprawę postrzegania nas samych i ludzi dookoła nas, tych blisko i tych daleko od nas. Każdy jest godzien szczęścia. Jeżeli zakazujesz komuś szczęścia tym samym zakazujesz go sobie samemu.

Tak, Ty jesteś właśnie dlatego godzien własnego szczęścia. Jest to twoje naturalne prawo tego, kim jesteś naprawdę.

Daj drugiemu miłość, wolność i radość. Jak?

Daj miłość - kochaj. Nie chodzi stricte o to, abyś kochał tak, jak do tej pory uważałeś, jak powinieneś kochać. Kochać to po prostu uznawać w drugiej osobie jej potencjał, co do tego kim jest. Ta osoba może tego nie widzieć w sobie i zachowywać się błędnie. Tak, ale nadal ma potencjał ku temu, aby być tym, kim jest naprawdę. I nie ma takiego czynu, który zrobiła w przeszłości, który zmazałby z tej osoby jej prawo. Każdy ma prawo wzrosnąć w świadomości swojego umysłu, w swoim uduchowieniu, w swoim potencjale. To tyczy się również Ciebie, mnie i każdego innego.

Kochać to uznać wielkość innej osoby, taką samą jak swoją własną. To właśnie znaczy: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego.

Czy może być większa miłość od tej, w której uznajesz w drugiej osobie potencjał bycia osobą pełną miłości, wolności i radości. Ci, którzy obudzili się do tego przekazują innym właśnie tą informację, budząc w nich ich własny potencjał. Tak właśnie i ja próbuję. Chcę, abyś uświadomił, uświadomiła w sobie swój wielki potencjał, abyś przebudził/przebudziła się do swojej prawdziwej istoty.

Oprócz miłości daj również wolność. Sam pragniesz nieskrępowanej wolności dla siebie. Czy nie chciałbyś czuć się nieograniczony, całkowicie swobodny i wolny? Tak naprawdę każdy z nas o tym marzy, choć czasem rozumie wolność nieco na opak. Wolność nie jest przeciwnikiem miłości. Miłość bez wolności jest niczym, wolność bez miłości również jest fałszem. W parze z miłością zawsze podąża wolność, jeżeli jest to prawdziwa miłość. Skoro sam nie chcesz skrępowania dla siebie nie dawaj go również innym. Jak Ty krępujesz kogoś to ktoś inny będzie krępował Ciebie. Tak to działa. Uznaj drugą osobę za kogoś nieograniczonego, kogoś, kto ma w sobie swoją Wielką Wolę ku swojemu szczęściu. Wtedy i ty będziesz to miał dla siebie.

Niektórzy mogą pomyśleć, że miłość zaprzecza wolności, że z jednej strony mówię o tym, że jesteśmy jednością, a z drugiej wolnością. Nie ma w tym nic sprzecznego. My nie jesteśmy połączeni poprzez ciała lecz poprzez umysły. Ciało nigdy nie będzie nieograniczone, bo samo w sobie jest już jakąś granicą formy. Lecz umysł ma potencjał do tego, aby być nieograniczony przez cokolwiek. Na poziomie duszy, otwartego umysłu każdy kocha drugiego, jednocześnie uznając całkowite nieskrępowanie wszystkich istot. Przenika nas jedność i doskonałość. Poczucie zarówno wolności jak i miłości.

To budzi w nas radość i chęć dzieleni się nią z innymi. Dając innemu miłość i wolność, raduj się tym i dziel się swoją radością. Czy nie są to najpiękniejsze prezenty jakie możemy sobie dać nawzajem? I czy nie powinniśmy się radować, że to co najcenniejsze dla nas i dla innych możemy tak łatwo dać komuś innemu. To nie wymaga żadnego wysiłku, żadnego poświęcenia z Naszej strony. To po prostu decyzja, czy chcesz abyśmy razem poczuli się naprawdę szczęśliwi czy wolisz dla siebie i innych iluzję szczęścia.

Miłość, wolność i radość. Tym właśnie dziel się z innymi. Dzieląc się z innymi, uznajesz prawdę zarówno w kimś innym, jak i w sobie samym, a to oznacza, że Ty również masz to, czym się dzielisz, bo uznając drugiego takim samym jak siebie doceniasz waszą wielkość, a zarazem jedność.

Nasza wielkość wynika z naszego jednego doskonałego potencjału, który drzemie w każdym. Doceń go u innych.

Spójrz, to tak jak z tym psem ogrodnika. Czy wolałbyś, abyś Ty i twój bliźni mieli po 100% szczęścia, czy wolałbyś, abyś ty miał 10% szczęścia, a on 1%? Na tym polega właśnie nasz prawdziwy dylemat. Dopóki wybierasz drugą opcję dopóty tracisz swój własny potencjał ku temu, aby mieć 100%. Jeżeli miałbyś całe szczęście świata tylko dla siebie to nie byłoby to szczęście.

Odkurzmy postrzeganie siebie nawzajem z kurzu, jaki narósł między nami. Pomimo tego, co inni pokazują czasem swoim zachowaniem, potraktuj ich zgodnie z ich wewnętrznym potencjałem. Nie oznacza to, że masz pochwalać ich błędne zachowanie, którego Ty się już oduczyłeś. Swoją postawą budzisz w nim jego własnego Ducha, jego potencjał. Pamiętaj, to tylko nieświadomość, błędy umysłu. One sprawiają, że ktoś zachowuje się błędnie. Nikt go nie nauczył do tej pory jak widzieć lepiej. Gdy ktoś pomoże mu uświadomić mu jego własny potencjał tym samym obudzi się w nim jego własny Duch, jego naprawa. Gdy w swoim umyśle wykluczasz kogoś ze wspólnego szczęścia to jednocześnie wykluczasz i siebie z tej drogi. Na szczęście, bardzo prosto wrócić na nią z powrotem. Wystarczy twoja decyzja o tym, aby tak właśnie podejść do sprawy.

I tak to właśnie działa. Otrzymujesz to, co sam dajesz innym.




--------------------------------


Nasz główny problem polega na tym, że wydaje nam się, że do szczęścia możemy dojść sami lub z jakąś garstką wybranych ludzi. To tak, jakby część była zadowolona, że całość nie jest pełna. My wszyscy jesteśmy jednością na poziomie mentalnym, umysłowym. Oczywiście, jako ciała jesteśmy oddzieleni od siebie, ale na poziomie czystego umysłu (duszy, świadomości, jestestwa) jesteśmy identyczni, bez barier między nami.

Bo właśnie o te bariery chodzi. To bariery, jakie postawiliśmy pomiędzy nami nie pozwalają nam być szczęśliwymi. Szczęście jest tylko pełne i trwa nie przerwanie, gdy całość się złączy na poziomie umysłu.


W życiu poszukujemy różnych dróg do szczęścia. Rzadko kiedy uzmysławiamy sobie, że nasze indywidualne prawdziwe szczęście zależy od tego, czy inni są równie szczęśliwi, co my. Choć możemy tego nie zauważać, ale taki jest właśnie prawdziwy związek. Nasze szczęście upatrujemy we własnych dokonaniach, często wywyższających dokonania innych w jakimś zakresie. Szukamy indywidualnej drogi do szczęścia. Całkowite szczęście zależne jest jednak od tego, jak postrzegamy innych. Jeżeli postrzegamy innych jako ograniczonych to również siebie pod pewnym względem również widzimy jako ograniczonych. Nie ma ograniczoności. Ona jest tylko wymysłem naszego błędnie działającego umysłu, czyli w skrócie ego. Na szczęście umysł należy do nas i to od nas zależy jego naprawa bądź nie. Naprawa tyczy się jedynie tego, co błędnie postrzegamy. My nie różnimy się tym, ile kto może. Każdy, będąc w pełnej świadomości siebie samego nie ma ograniczeń. Różnimy się jedynie tym, na ile jesteśmy świadomi tego, że te bariery to jedynie nasze wyobrażenia. To tylko dzieje się w czasie. Finalnie, każdy z nas jest nieograniczony przez błędne myśli, a czas tam nie ma już większego znaczenia. Różnimy się jedynie uświadomieniem sobie istoty sprawy, ale każdy z nas ma taki sam potencjał ku temu. Jezus, Budda, Mahomet, Mojżesz, Hari Kriszna i wielu innych wraz z nami wszystkimi są po prostu jednością. Jedna cząstka informuje pozostałe, na swój wybrany przez siebie sposób odnośnie tego, kim jesteśmy naprawdę. W czasie, ich wskazówki były oczywiście wielokrotnie przeinaczane. Każdy z nas ma taki sam potencjał jak oni. Oni są takimi samymi Synami Bożymi, czyli idealnymi częściami idealnej całości jak każdy z nas. Różni nas jedynie świadomość własnego potencjału. Świadomość natomiast bierze się z własnego doświadczenia. Nikt nas tam w szczęście nie zabierze bez naszej woli. Tak, mamy Wolną Wolę i to my, tylko my decydujemy, gdzie chcemy być, kim chcemy być, jacy chcemy być. Jeżeli postanawiamy, że chcemy być uśpieni i śnić nasze sny to tak będzie. Wszystko zależy od naszej woli. Jednostki, części całości, które uświadomiły sobie nieco więcej próbują pokazać, że szczęście o którym mówią naprawdę jest Twoim szczęściem, żebyś się go nie bał, że tylko to wystarczy, abyś uświadomił sobie, że ono trwa zawsze, to tylko sny, problemy przychodzą i odchodzą, nie na odwrót. Ego, swoimi sztuczkami próbuje Ci pokazać, że jest na odwrót, że to problemy są zawsze, a szczęście tylko czasami. A jest dokładnie przeciwnie. To jest właśnie przedmiotem naprawy naszego postrzegania.


Głównymi barierami są właśnie bariery związane z postrzeganiem innych ludzi. Jeżeli uświadamiasz sobie w drugiej osobie jej wewnętrzną piękność, cudowność i nieograniczoność to tym samym Ty zaczynasz budzić siebie samego do prawdy o sobie. Należy pamiętać, że jesteśmy równi sobie i oprócz naszego poziomu uświadomienia sobie nic nas nie różni, a finalnie i to nie będzie nas różniło.

Im mniej postrzegasz granic pomiędzy Tobą a drugą osobą tym bardziej jesteś świadomy tego, że faktycznie szczęście trwa cały czas i jest zależne jedynie od twojej decyzji. Nasz błędny umysł, ego próbuje przekonać nas, że szczęście jest wynikiem jakiegoś działania, np. wyjazd na upragnione wakacje. Wtedy faktycznie czujemy się szczęśliwsi, niż miało to miejsce przed wyjazdem. To iluzja, sztuczka ego. Tak naprawdę to jedynie nasz umysł, nasza decyzja decyduje o tym, jak się czujemy. Na co dzień również możemy się czuć tak, jak na wakacjach, ale to nasza decyzja zabrania nam tego, z racji problemów, którymi się zajmujemy. Ego mami nas tym, że jak zrobimy to czy tamto to osiągniemy wymarzony cel. To nie tak. To, co robimy jest tylko salą lekcyjną tego, czego naprawdę próbujemy się nauczyć. Nie ma znaczenia co robimy, ale jakie lekcje wyciągamy odnośnie tego kim jesteśmy my i nasi bliźni. Wydaje nam się, że lekcja zakończy się, gdy zrealizujemy wyznaczony cel. Ale to iluzja bo ponownie stawiamy kolejny cel na naszej drodze i tak dalej, w kółko. To, co wykonujemy jest tylko salą lekcyjną. Liczy się to, kiedy przestaniemy upatrywać drogi do własnego szczęścia w zrealizowaniu jakiejś listy wyznaczonych celów, a kiedy zaczniemy upatrywać ją w tym, jak żyjemy w każdej chwili. Jeżeli towarzyszy nam świadomość tego, że szczęście jest zawsze z Nami to uczymy się w dobrym kierunku.

Do szczęścia niezbędna jest poprawa naszego postrzegania. Pisałem wcześniej, że chodzi o relacje. Czasem nasze relacje nie zależą jedynie od naszej woli, ale również od woli innej strony, gdyby patrzył na nie ktoś trzeci. Jednakże z naszej strony, nasze relacje mogą być zawsze dobre wobec kogoś, z racji naszej świadomości naszego wspólnego potencjału. Naszą postawą budzimy w kimś powoli jego świadomość prawdziwego siebie. Twoja postawa ma nie tylko wpływ na tę osobę, ale również na Ciebie samego. Inni ludzie są naszymi przyjaciółmi, bo każde spotkanie z drugą osobą może być naszą szansą na uświadomienie sobie własnego potencjału. Widząc coraz bardziej brak granic między nami uświadamiasz sobie siebie samego, prawdę o tym kim jesteś Ty i inni, których obecnie postrzegasz jako jedynie ciała. Nasza istota przekracza znacznie nasze ciała. Ciało jest jedynie malutkim fragmentem naszej istoty, jest zawężoną świadomością. To ciało zależy od umysłu, a nie umysł od ciała. Ego próbuje pokazać, że jest na odwrót, że gdyby nie ciało to umysłu nie byłoby. Prawda jest taka, że to umysł tworzy ciało. Z tego też względu na wiele spraw patrzymy na opak w ego-świecie, niż w rzeczywistości ma to miejsce :)

Tak więc z naszej strony, w naszym postrzeganiu, relacje z inną osobą mogą być widziane z o wiele lepszej perspektywy. Gdy bardziej zwracasz uwagę nie na to, co dotychczas uważałeś o tej osobie a na jej potencjał wewnętrznej świadomości tym relacja między Tobą a tą osobą oczyszcza się z kurzu. Zaczynasz patrzeć na wewnętrzną osobę, która tylko wydaje się być ukryta w ciele. Usuwasz bariery, które dzieliły was. Czy ta osoba podzieli to czy nie to już jest sprawę jej woli, aczkolwiek Twoje zachowanie na pewno przybliży ją do prawidłowego osądu Waszej relacji. A jedyny prawidłowy osąd, jaki można wydać to taki, że relacja jest nieskazitelna.



--------------------------------

Więcej na: Wywiad