Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Nie martw się :) Niektóre sprawy nie są aż tak istotne, jak się niekiedy wydają.

Socjopatia

Socjopatia jest zaburzeniem antysocjalnym osobowości, które cechują „działania impulsywne, brak poczucia winy, niezdolność związku opartego na miłości, niezdolność uczenia się z przykrych doświadczeń”[1].

Bardzo trudno odnaleźć w literaturze przedmiotu definicję, która jednoznacznie określałaby, czym jest socjopatia. Wspomniana trudność wynika w dużej mierze z faktu, że zarówno psychopatia, jak i socjopatia są pojęciami zamiennie stosowanymi przez klinicystów. Generalnie zarówno socjopatię, jak i psychopatię „wrzuca się do jednego worka” o nazwie osobowość dyssocjalna. Wspomniana, charakteryzuje się lekceważeniem zobowiązań społecznych, nieliczeniem się z uczuciami innych ludzi, jak również znaczącą niewspółmiernością pomiędzy zachowaniami a obowiązującymi normami społecznymi. Jednostkę o dyssocjalnej osobowości cechuje niska tolerancja na frustrację oraz próg zachowań agresywnych, włączając w to czyny gwałtowne. Ponadto jednostka wykazuje tendencję do obwiniania innych, uciekania się do prawdopodobnych racjonalizacji zachowań powodujących konflikty z otoczeniem[2].

Zdaniem R. D. Hare – emerytowanego profesora Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie – pioniera badań nad psychopatią, terminu „socjopatia” używa się w zasadzie dlatego, gdyż jest rzadziej mylony (aniżeli psychopatia) z psychotyzmem. Co więcej – wspomniany badacz uważa, że większość kryminologów i socjologów woli posługiwać się terminem „socjopata”, gdyż ich zdaniem – ów syndrom jest rezultatem warunków społecznych i przeżyć z dzieciństwa, inni natomiast (tak jak R. D. Hare) twierdzą, że źródłem zaburzenia są czynniki biologiczne, psychiczne i genetyczne, dlatego właśnie bardziej preferują określenie „psychopata”[3].

Wspomniana jednostka żyjąca na wolności jest zazwyczaj czarująca, zachowuje się jak kameleon, wykorzystuje swój urok, aby torować sobie drogę w społeczeństwie, a przy okazji rujnować życie innym ludziom. Jest egocentryczna, bezwzględna, generalnie niezdolna do empatii, tworzenia ciepłych i emocjonalnych związków. Nie kieruje się sumieniem, bo w zasadzie go nie posiada[4].

I nie są nimi – podkreślmy tylko i wyłącznie brutalni mordercy, czy zabójcy. Środki masowego przekazu niejednokrotnie pokazują nam obrazy gwałcicieli, nieuczciwych i bezwzględnych urzędników, osób znęcających się nad dziećmi, oszustów giełdowych…
Większość jednostek cechujących się omawianym typem osobowości – zdaniem R. D. Hare nikogo nie morduje. Koncentrując się na przypadkach okrutnych mordów i totalnych sadystów nie zdajemy sobie sprawy, że psychopaci/socjopaci, którzy nie zabijają, są wśród nas i bez wątpienia wywierają ogromny wpływ na naszą codzienność[5].

Jednostki posiadające to zaburzenie nie mają urojeń, halucynacji, nie czują się zdezorientowane czy zagubione w rzeczywistości. Trzeba zaznaczyć – są rozsądne, świadome swego postępowania, motywów działania, a ich czyny – w przekonaniu R. D. Hare – są rezultatem wolnego wyboru[6].

Do cech charakterystycznych przejawianych przez psychopatów/socjopatów – w odniesieniu do emocji i relacji interpersonalnych – zdaniem wspomnianego autora – zalicza się: łatwość wysławiania się i powierzchowny urok, egocentryzm i przesadne poczucie własnej wartości, brak wyrzutów sumienia lub poczucia winy, brak empatii, skłonność do oszukiwania i manipulowania oraz płytkość uczuć. Z kolei odchylenia społeczne obejmują: impulsywność, słabą kontrolę zachowania, potrzebę stymulacji, brak poczucia odpowiedzialności, niepokojące zachowanie w młodym wieku, antyspołeczne zachowanie w dorosłym życiu[7].
Mówiąc o socjopatach, jawi się w myślach postać Hannibala Lectera, z książki Thomasa Harrisa „Milczenie owiec” (co ciekawe, w książce Hannibala nazywa „rasowym socjopatą”, podczas gdy w scenariuszu filmowym określany jest jako „rasowy psychopata”). Doktor Lecter – z jednej strony człowiek wykształcony, inteligentny, roztaczający swój czar i urok, elokwentny, z drugiej – kanibal, seryjny morderca, bezwzględny, niezdolny do jakichkolwiek uczuć, manipulujący ludźmi i otoczeniem społecznym.

Albo Dexter Morgan, ze znanego chyba niemal wszystkim serialu „Dexter”. Na pierwszy rzut oka, nie można mu nic zarzucić – przystojny, dobrze wychowany, uroczy, mający siostrę Debrę, pracę (paradoksalnie w policji), dziewczynę z dwójką dzieci, przyjaciół... Ale z drugiej – Dexter odczuwa potrzebę zabijania, robi to „w dobrej wierze”, czyszcząc miasto z „szumowin” i innych „kanalii”, zgodnie z kodeksem, jaki wpoił mu ojciec. Nie potrafi kochać, nieustannie odczuwa obecność „mrocznego pasażera”. Mistrz manipulacji, kłamstwa. Obserwując go w filmie można odczuć, że wije się jak wąż i prześlizga – z mniejszym lub większym trudem – między nogami swoich współpracowników. Skutecznie odwraca uwagę od swojej osoby i nikomu nawet nie przychodzi do głowy, jaką skrywa tajemnicę.

Zarówno Lecter, jak i Morgan – są świadomi konsekwencji swoich czynów, znają różnicę między dobrem a złem, wykazują jednak brak empatii i jakichkolwiek skrupułów. A chyba najbardziej przerażający jest fakt, że – na pierwszy rzut oka – wyglądają całkiem normalnie.

[1] M. Levi, Zarys psychiatrii, PZWL, Warszawa 2010, s. 11.

[2] A. Florkowski, P. Gałecki, Podstawy psychiatrii dla studentów kierunków medycznych, UM, Łódź 2009, s. 66.

[3] R. D. Hare, Psychopaci są wśród nas, Znak, Warszawa 2006, s. 38.

[4] Tamże, s. 15.

[5] Tamże, s. 19.

[6] Tamże, s. 21.

[7] Tamże, s. 52.